<title_newspaper="Gazeta Robotnicza">
<title_article="Awans Heleny Gadejskiej">
<author_1="Wal. K.">
<language="pl"> 
<style="press"> 
<year="1954">
<month="2">
<date="1954-02-03">
<period="d">
<status="1_obieg">
<support="paper">
— Pójdziemy do miasta — powiedział pewnego razu — w stolicy robotę na pewno znajdę. Swój rozum mam. W mieście i dziewuchy do czegoś dojdą, a tu na wsi, do pasienia gęsi będą prędko za duże, a za mąż bez ziemi wyjść nie łatwo.
W Warszawie nie pomogła Gadejskiemu chłopska obrotność. Próżno pokazywał różnym przedsiębiorcom swoje silne, chłopskie ręce i zaklinał się że dwa worki zboża potrafi wnieść na trzecie piętro. Kolejki bezrobotnych ciągnęły się kilometrami... Bracia ze wsi spłacili mu ojcowiznę, więc kupił wreszcie miejsce stróża w pewnej kamienicy.
Ciągnęło go do pracy na roli, nie mógł znaleźć ujścia swej energii, gniotła go zgryzota. O losie córek wolał nie myśleć. Przecież tyle dziewczyn tułało się po Stolicy w poszukiwaniu zarobku, czy po prostu dachu nad głową. Nie dożył już ojciec Heleny czasów gdy chłopi dostali ziemię, a Ziemie Zachodnie zaczęli uprawiać prawowici ich gospodarze.
Tutaj we wsi Głobice w powiecie Góra Śląska, zagospodarowała się Helena z matką i siostrą na 5 hektarowej działce. Dziewczyna nie była jednak zadowolona. Nie pociągało jej gospodarstwo, tak jak rodziców czy siostrę. Pragnęła zdobyć jakiś zawód: nauczycielki, biuralistki, pielęgniarki. Nie widziała jednak na razie żadnych możliwości ku temu, a raczej nie umiała ich dojrzeć. Do najbliższego miasta tj. do Góry Śląskiej, jest 13 km, szkoły średniej bliżej też nie było... Helena pracowała więc na własnej gospodarce, później zaczęła zarobkować dodatkowo jako robotnica rolna w pobliskim PGR Bełcz Wielki. Pewnego razu podejmując wypłatę, zwróciła uwagę na kilka młodych dziewcząt pracujących w biurze. Były to jej sąsiadki ze wsi. Obserwowała ciekawie ich pracę.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
   
</author_1> 
</title_article>
</title_newspaper>